Pestka i Candy za TM [*]

Wspomnienia...
majadyziatola
Posty: 283
Rejestracja: 28 lut 2017, 12:30

Re: Pestka i Candy

Post autor: majadyziatola » 22 gru 2021, 14:29

Nie ma słów , które skleją Wasze serca 😥.
Bardzo współczujemy .
Spokojnych Świąt ....

Kasia508
Posty: 80
Rejestracja: 24 lut 2017, 20:41
Lokalizacja: Axvall

Re: Pestka i Candy

Post autor: Kasia508 » 22 gru 2021, 16:04

Aniu, tak bardzo mi przykro :-( Smutne Swieta przed Wami...
Pesteczko, biegaj bez bolu za Teczowym Mostem.
ObrazekObrazek
ObrazekObrazek

Awatar użytkownika
oskoma
Posty: 715
Rejestracja: 24 lut 2017, 11:16
Lokalizacja: Warszawa

Re: Pestka i Candy

Post autor: oskoma » 22 gru 2021, 20:03

Wiem Aniu, że ogromnie boli, bardzo współczuję !
Dla kochanej Pesteczki [*]
"Lecz ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie dzięki Nim..."

Awatar użytkownika
AniaKapsla
Posty: 55
Rejestracja: 24 lut 2017, 11:58

Re: Pestka i Candy

Post autor: AniaKapsla » 13 sty 2022, 12:47

Niestety nadszedł dzień, którego tak strasznie obawiałam się przez ostatni rok.
Proszę Wszystkich, dla których Candy jest droga aby dziś o 17tej pomyśleli o Niej ciepło.
Nie mam siły już płakać.....

majadyziatola
Posty: 283
Rejestracja: 28 lut 2017, 12:30

Re: Pestka i Candy

Post autor: majadyziatola » 13 sty 2022, 13:05

Będę z Wami i wszystkie Patronusy świata też .

Awatar użytkownika
Łatka
Posty: 1995
Rejestracja: 24 lut 2017, 13:54
Lokalizacja: Wrocław/Karkonosze

Re: Pestka i Candy

Post autor: Łatka » 13 sty 2022, 16:22

O matko...tak ogromnie współczuję!
Za szybko i za dużo bólu.
Obrazek

Obrazek

Awatar użytkownika
Ania-Bono
Posty: 3531
Rejestracja: 23 lut 2017, 20:11
Lokalizacja: Poznań

Re: Pestka i Candy

Post autor: Ania-Bono » 13 sty 2022, 21:20

Aniu ... nie mam słów :( :( :( ... historia Candi pamiętam jakby o było dzis ... daliscie jej cudowny życie!!! bez Was juz dawn by jej nie było ...

Biega z Pestką innymi łaciatkami ... bez bólu, bez ograniczen ...
Stowarzyszenie Beagle w Potrzebie tel. 501 40 98 50

Awatar użytkownika
oskoma
Posty: 715
Rejestracja: 24 lut 2017, 11:16
Lokalizacja: Warszawa

Re: Pestka i Candy

Post autor: oskoma » 14 sty 2022, 19:48

Candy... historia Słodkiego Cukiereczka o której pamiętamy i nie zapomnimy !
Aniu, tyle dobrego zrobiłaś dla swoich Sunieczek ! Jest taki moment, że już nic więcej nie można zrobić...
Zostaną na zawsze w Twoim sercu i w naszej pamięci.
"Lecz ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie dzięki Nim..."

Awatar użytkownika
loczek
Posty: 275
Rejestracja: 24 lut 2017, 10:07

Re: Pestka i Candy

Post autor: loczek » 20 sty 2022, 14:00

Czytam i płaczę... Tak mi przykro ... :( :( Wiem jak to ciężko ... Przytulam

Biegajcie łaciatki szczęśliwie [*]

Awatar użytkownika
AniaKapsla
Posty: 55
Rejestracja: 24 lut 2017, 11:58

Re: Pestka i Candy

Post autor: AniaKapsla » 23 sty 2022, 10:05

Bardzo dziękuję za słowa wsparcia i pocieszenia w tym trudnym czasie.
Zastanawiałam się, czy coś jeszcze napisać w naszym wątku i uznałam, że winna jestem to wszystkim tym, którzy przez ostatnie lata zarówno na starym jak i nowym forum wspierali mnie w walce o zdrowie Candy.

Takie dobre wyniki jak miałyśmy w czerwcu już się niestety nie powtórzyły. Koniec czerwca echo serca – serce jak dzwon, cieszę się bardzo, że chociaż ten organ ma zdrowy. Ósmego lipca miała mieć zdejmowany kamień z zębów i ekstrakcję – poza kłami poleciały wszystkie górne zęby. Po zabiegu przestała jeść sama, doszło nam nadciśnienie, kolejna tabletka dziennie. Sierpień stabilnie, sunia ma dobre samopoczucie, niestety zaczyna zwracać w niedługim czasie po posiłku więc dzielę porcję na dwie części i podaję w odstępach od pół do godziny. Na kontroli pytam naszą doktor, czy to nie będzie dla Candy zbyt duże obciążenie jeśli na przedłużony weekend zabiorę ją nad morze. Chciałabym sprawić jej przyjemność, dać trochę radości w tym uszarganym chorobą życiu (dla tych, którzy nie znają nas ze starego forum – przywieźliśmy ją ze schroniska w Kołobrzegu). Pani doktor zezwala.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

https://www.youtube.com/watch?v=2Vsbq3onyug

Jak widać specjalnego entuzjazmu nie było, dla porównania, tak było dwa lata wcześniej

https://www.youtube.com/watch?v=XWr8cNA-AKs

Pestce z całego wyjazdu najbardziej podoba się, jak idziemy coś zjeść 

https://www.youtube.com/watch?v=ZuOwzi8uNoc

Poza tym większość wolnego czasu spędzamy na działce.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Początek września, mamy trzygodzinny epizod z chodzeniem w kółko z przekręconą głową. Na cito neurolog. Na szczęście to nie zapalenie ucha a „tylko” zespół przedsionkowy geriatryczny. Dochodzi nam kolejny lek.
Koniec października, wracam z pracy do domu a Kędziutka ostro wymiotuje, biegunkę ma taką, że już nawet na dwór nie prosi, robi na stojąco na trzęsących się łapkach a za moment już nawet pod siebie na leżąco. Lądujemy w szpitalu a następnego dnia mamy kontrolę u naszej doktor. Zapalenie żołądka, zapalenie jelit, znów rozchwiana wątroba. Ze względu na żołądek dostajemy antybiotyk w iniekcji, wracamy do stałych kroplówek, w czasie których mam jej podawać środki przeciwwymiotne i lek na wątrobę. Jelita udaje się dosyć szybko ustabilizować, z żołądkiem idzie bardziej opornie, pomimo podawania leków zwraca niestrawiony posiłek więc już nie na dwa ale na cztery porcje go dzielę. Pod skórą na pleckach robią jej się stany zapalne po tych wszystkich nakłuciach. Stany zapalne powodują podwyższenie cukru. Nasz glukometr ma zakres do 600, powyżej wyświetla się HI. W listopadzie mamy nawet 1,5 doby ciągiem na haju. Płaczę do naszej doktor, pociesza mnie, że jeszcze nie pora się żegnać.
W tym czasie Pestka, której z wiadomych względów mniej czasu się poświęca, staje się bardziej apatyczna. Niby bawi się od czasu do czasu, apetyt ma świetny, stoi zwarta i gotowa, przestępuje z łapki na łapkę czekając aż skończę karmić Kędziutka, żeby posprzątać po niejadku podłogę (aż żałuję, że tego nigdy nie nagrałam), szczeka zajadle na listonosza czy kuriera ale coraz częściej robi się taka nieobecna. 15 listopada zabieram ją na wizytę u dietetyka, obiecuję sobie, że znajdę dla niej więcej czasu a jej, że jak już kiedyś zostaniemy same, to zabiorę ją w góry, których nigdy nie widziała. Smakują jej nowe odchudzające puszki i nagrody, które dostaje zamiast dentastików.

Obrazek

https://www.youtube.com/watch?v=1anRpfXvlQg

U Candy kilka dni lepiej i znów kilka gorzej. I tak na przemian, jak nie biegunka to wymioty. Ponieważ bardzo spadają nam czerwone krwinki, hemoglobina i hematokryt, badamy kał na krew utajoną – wynik dodatni. Dostaje kolejny lek na uszczelnienie naczyń krwionośnych. Oprócz tego rozpoczynamy podawanie zastrzyków na pobudzenie szpiku kostnego.
Candy - początek grudnia nie różni się od końcówki listopada. Czwartek dwa tygodnie przed świętami podkręcamy kaloryfery bo zimno zrobiło się niemiłosiernie. Wieczorem Pestka zaczyna posapywać. W nocy piątku na sobotę Jacek i Mikołaj jadą z nią do szpitala bo posapuje coraz bardziej. Lekarz robi jej usg i mówi, że ma zajęte płuca ale trzeba zrobić usg specjalistyczne, wg. niego to wygląda jak zapalenie płuc. Podaje jej steryd i zleca badania. W sobotę robimy krew, wyniki nie odbiegają od normy. Z niedzieli na poniedziałek chłopaki znów jadą z nią do szpitala, w nocy oddycha zdecydowanie gorzej niż w dzień. Rentgen i kolejne usg – zapalenie płuc lub rozsiany proces nowotworowy. Oprócz sterydu dostaje też antybiotyk i lek na rozszerzenie pęcherzyków płucnych. W poniedziałek przed południem mamy usg u specjalisty – obraz jest nietypowy ale raczej wskazuje na zapalenie płuc wirusowe, mamy się pokazać po tygodniu podawania antybiotyku. Wtorek bez zmian. Nad ranem z wtorku na środę jest gorzej, dzwonimy do szpitala, każą nam jechać do innego, gdzie podają zwierzętom tlen. Po drodze jej się poprawia, nie kwalifikuje się do podawania tlenu ale lekarka sugeruje, żebyśmy zrobili usg jamy brzusznej bo to mogą być przerzuty. Przed wieczorem Jacek przywozi z wypożyczalni generator tlenu. W czwartek nad ranem znów jesteśmy w szpitalu bo gorzej oddycha, po południu po badaniach ma być decyzja czy zmieniamy antybiotyk na inny, przed południem mamy usg jamy brzusznej – guz na nadnerczu, zmiany w wątrobie, proszę lekarkę, żeby jeszcze spojrzała na płucka - nie ma jednoznacznej diagnozy czy to przerzuty czy zapalenie płuc. Pytam, czy gdyby to był jej własny pies, czy od razu decydowała by się na eutanazję czy poczekała dwa, trzy dni czy inny antybiotyk zadziała. Mówi, że by poczekała. Roztrzęsiona piszę na forum, że źle z Pesią. Za godzinę mamy jeszcze kardiologa, serce w porządku, kolejny lekarz ogląda płuca na moją prośbę – nie ma jednoznacznej diagnozy. Dostajemy dwa inne antybiotyki i mamy pokazać się w niedzielę albo na kontynuację leczenia albo na eutanazję, jak nie będzie poprawy. Całą noc na zmianę przy niej czuwamy, żeby miała tlen pod noskiem. W piątek koło południa się jej pogarsza, dzwonię do Jacka, żeby natychmiast wracał z pracy bo niestety pożegnać musimy się wcześniej niż myśleliśmy. Nie zdąża… Na to, że Candy może odejść właściwie w każdej chwili, jestem psychicznie naszykowana, ze stratą Pestki nie wiem czy kiedykolwiek się pogodzę. Żal i ból jest nie do opisania.
Drugiego dnia po odejściu Pestki Candy zaczyna jej szukać, długo wącha jej poduszkę i koc, podnosi do góry głowę i szuka zapachu w powietrzu. Strasznie smutna się robi. Pierzemy wszystkie rzeczy, na których pestkowy zapach mógł zostać. Noszę mojego Liska, przytulam, całuję, żeby tylko odwrócić jej uwagę. Z dnia na dzień jest coraz gorzej, wpada na ściany, zaczyna gubić się we własnym domu. Święta mamy strasznie smutne.

Obrazek

Obrazek

29 grudnia wieczorem mamy kontrolę, wracam z pracy i nie wierzę, Candy szwenda się po kuchni, szczeka, domaga się jedzenia a bidula musi być na czczo. Sadowi się koło mnie, zagląda do miski z pomidorówką, mlaszcze. Jedziemy na kontrolę, zaraz po pobraniu krwi daję jej chrupki, zajada i chrumka przy tym aż miło popatrzeć. Myślę – stara dobra Kędzia nam powróciła. W badaniu próby wątrobowe w normie, mocznik dosyć wysoki ale jak na nią stabilny, kreatynina spadła do 1,5 tylko anemia niestety się pogłębia. Hematokryt 20,3. Dostaje kolejny zastrzyk na pobudzenie szpiku kostnego. Wracamy do domu, szybko gotuję jej indyka z cukinią. Zjada sama pierwszy raz od 7 lipca. Jestem taka szczęśliwa.

https://www.youtube.com/watch?v=2GPVoQZ6Grc

Następnego dnia już nie chce sama jeść. W sylwestra jest tak źle, że nie może na łapkach ustać. Wynoszę ją na siku a ona w trakcie przewraca się. Następne dni są na przemian raz lepsze, raz gorsze.
5 stycznia znów dostaje aranesp. Osobiście nie widzę poprawy. Znów zwraca pokarm. Jest smutna jakby straciła całą ochotę do życia. Jak jestem w pracy, Mikołaj pilnuje ją, czy zwraca jedzenie, doszło do tego, dzwoni z informacją ile gram zwymiotowała i jakie niestrawione tabletki w wymiocinach się znajdują.
Całe dnie przesypia, budzę ją na karmienie i siku. Ma problem z utrzymaniem się na łapkach. Ale bardzo źle się chyba nie czuje, cały czas chrapie jak stary dziad. 12 stycznia mamy ostatnią kontrolę, żołądek się ładnie poprawił, w jelitach znów stan zapalny, krew dwukrotnie badana – mocznik powyżej 400, kreatynina prawie 3, fosfor, który 2 tygodnie wcześniej wynosił 8 teraz prawie 16. I do tego hematokryt 15. I o ironio wątroba, z którą walczyliśmy cały rok w normie. Diagnoza: zaostrzenie PChN możliwe terminalne. Mamy dwa wyjścia, albo się żegnamy albo robimy najpierw transfuzję krwi, w czasie której może zejść i po której może gwałtownie podnieść się ciśnienie (a nadciśnienie już ma) a następnie dożylnymi kroplówkami wypłukiwać mocznik. Widzę, że moje kochane, małe, rude ciałko poddało się. Wybieram pierwsze wyjście. Gdyby to była tylko anemia lub tylko nerki podjęłabym walkę ale jedno i drugie naraz plus do kontrolowania w tym czasie cukrzyca to zbyt dużo dla niej. Po tym co przeszła w ostatnim czasie, po tym jaka cierpliwa i dzielna była przez te wszystkie lata nakłuwania uszu, nie zasłużyła sobie na taki koniec tylko dla mojego pragnienia przedłużenia jej życia.
I nasz ostatni poranek

Obrazek

Z tego miejsca chciałabym zaapelować – nie bójcie się adoptować chorych psów, a zwłaszcza takich z cukrzycą. Nawet takich, które w pierwszym momencie tak się prezentują

Obrazek

Grunt to znaleźć dobrego lekarza prowadzącego, my mieliśmy to szczęście, że trafiliśmy na cudowną Panią Doktor, która przez te wszystkie lata nas prowadziła i gdyby nie to nieszczęsne zapalenie ucha ponad rok temu pewnie dalej spokojnie byśmy sobie żyły. I chociaż ostatni rok był niezwykle trudny, nie żałuję ani jednej chwili. Nie ma odpowiednich słów na to, by opisać ile radości Candy wniosła w nasze życie. Kędziutku kochany, to był dla mnie zaszczyt, że mogłam być Twoją Pańcią.

Obrazek

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości